28.11.2025
Europejski Fundusz Konkurencyjności (EFK) ma w założeniu pomóc Europie nadrobić dystans wobec USA i Chin. Co to właściwie znaczy? Ma wspierać proces odbudowy rodzimego przemysłu (reindustrializacji) i przyczynić się do powstawania na starym kontynencie innowacyjnych technologii. Na koniec, ma ułatwić państwom członkowskim inwestycje w kluczowe dobra publiczne, jak bezpieczeństwo, zdrowie i klimat.
Według ekspertów, takich jak Mario Draghi czy Enrico Letta, UE traci konkurencyjność głównie przez rozproszenie finansowania i brak wspólnej strategii przemysłowej. Być może stąd inicjatywa centralizacji strumienia wydatków poprzez EFK: fundusz ma zastąpić aż 14 dotychczasowych programów, m.in. InvestEU, LIFE czy Fundusz Innowacyjny. Komisja uzasadnia to chęcią uproszczenia systemu i lepszego wykorzystania pieniędzy.
Budżet Funduszu Konkurencyjności ma wynieść ponad 230 mld euro. Środki zostaną podzielone między cztery główne obszary:
Komisja będzie zarządzać EFK centralnie, ale przy wsparciu komitetu doradczego. Z funduszu będzie można korzystać nie tylko poprzez granty, lecz także pożyczki, gwarancje czy inwestycje kapitałowe. To instrumenty co do zasady bardziej złożone niż tradycyjne dotacje.
Integracja wielu programów unijnych w jeden spójny mechanizm, jakim ma być Europejski Fundusz Konkurencyjności (EFK), może uprościć dostęp do środków i zmniejszyć biurokrację, z którą od lat zmagają się polskie instytucje. Zamiast poruszać się w gąszczu kilkunastu różnych regulacji i procedur, polscy beneficjenci mogliby sięgać po wsparcie z jednego, przejrzystego źródła. Taka zmiana w teorii oznacza mniej kosztów administracyjnych i większą przewidywalność finansowania.
Polska mogłaby także wykorzystać EFK do przyspieszenia modernizacji swojej gospodarki. To szczególnie istotne w obliczu poszukiwania dla niej nowych motorów wzrostu. Europejski Fundusz Konkurencyjności przewiduje duże środki na zieloną transformację, czyli obszar, w których wciąż nadrabiamy zaległości wobec Europy Zachodniej. Inwestycje w dekarbonizację przemysłu, odnawialne źródła energii, efektywność energetyczną czy gospodarkę obiegu zamkniętego mogłyby stać się impulsem dla reindustrializacji regionów tradycyjnie opartych na ciężkim przemyśle, takich jak Śląsk.
Kolejnym potencjalnym obszarem korzyści jest sektor obronny. Włączenie go do EFK odzwierciedla deklarowaną od dawna chęć budowy wspólnego europejskiego potencjału zbrojeniowego. Dla Polski, która w ostatnich latach znacząco rozwinęła swój przemysł obronny, to szansa na włączenie się w europejskie łańcuchy wartości i zwiększenie eksportu technologii wojskowych.
Nie bez znaczenia jest też możliwe zbliżenie świata nauki i biznesu. Polska od lat ma problem z komercjalizacją badań. Świetne pomysły powstają w laboratoriach, ale zbyt rzadko trafiają na rynek. EFK, łącząc finansowanie badań z instrumentami inwestycyjnymi, mógłby umożliwić płynne przechodzenie od fazy koncepcji do produkcji. Krajowe podmioty badawcze zyskałyby realną szansę na wdrażanie innowacji w sektorach biotechnologii, materiałów zaawansowanych, zdrowia czy zielonych technologii.
Wreszcie, Europejski Fundusz Konkurencyjności mógłby pomóc Polsce w rozwoju kompetencji technologicznych i przemysłowych. Powiązanie EFK z programami edukacyjnymi, takimi jak inicjatywa Unii Umiejętności, otwiera możliwość szerszego szkolenia i przekwalifikowania pracowników. Dla kraju borykającego się z deficytem kadr w kluczowych branżach byłoby to istotne wsparcie w procesie budowania kapitału ludzkiego.
Na papierze Polska wygląda zatem na potencjalnego beneficjenta Funduszu Konkurencyjności. Te zalety są jednak warunkowe. Skorzystają z nich tylko te państwa, które będą mogły sprawnie planować, współfinansować i zarządzać projektami o często ogromnej skali. Tu zaczynają się trudności.
EFK będzie działał w trybie konkursowym, a pieniądze trafią tam, gdzie projekty będą najlepiej przygotowane i najbardziej innowacyjne. Zamożne państwa z rozwiniętym przemysłem, jak Niemcy, Francja czy Holandia, mają ogromne doświadczenie w takich programach. Może się więc powtórzyć sytuacja z niedawnego rozluźnienia reguł pomocy publicznej1 lub z programu Horyzont Europa, gdzie Polska wpłaca do unijnej kasy więcej, niż później odzyskuje. W efekcie EFK, zamiast wyrównywać różnice w rozwoju, może je pogłębić.
Tym bardziej, że Komisja proponuje także, by część środków, które dziś trafiają do biedniejszych regionów w ramach funduszy spójności, przesunąć do nowego funduszu konkurencyjności. Zamiast dopłat wyrównawczych, Polsce zostałyby jedynie wirtualne środki do potencjalnego zdobycia w konkursie. To poważne ryzyko, bo właśnie fundusze spójności finansowały dotąd większość inwestycji publicznych w Polsce: drogi, kolej, kanalizację, rewitalizację miast. Spadek ich znaczenia może oznaczać pogorszenie się perspektyw rozwojowych dla wielu regionów, szczególnie we wschodniej części kraju.
Ponadto, wiele instrumentów EFK będzie wymagać krajowego wkładu publicznego lub prywatnego. Polska gospodarka, choć rośnie w relatywnie szybkim tempie, nie ma jeszcze tak rozwiniętego rynku kapitałowego jak kraje zachodnie. To oznacza, że brak krajowych środków może ograniczyć zdolność do sięgania po unijne pieniądze. Bez dokapitalizowania i aktywnego udziału instytucji rozwojowych (takich jak BGK, PFR czy NCBR) część funduszu może pozostać dla Polski niedostępna. Z kolei pozostawieni bez wsparcia przedsiębiorcy, szczególnie z sektora MŚP, mogą uznać procedury za zbyt skomplikowane i kosztowne.
Brak spójności z krajową strategią. Aby dobrze wykorzystać środki, Polska musi mieć jasno określoną strategię przemysłową i energetyczną. Na razie jednak jej brak. Jeśli krajowe dokumenty nie będą zgodne z priorytetami Brukseli (jak wspomniano, EFK dzieli się na cztery segmenty), polskie projekty mogą być oceniane jako drugorzędne. Wtedy środki trafią tam, gdzie rządy potrafiły lepiej dopasować swoje plany do unijnych trendów.
Marginalizacja regionów i polskiego kapitału. EFK koncentruje się na dużych, przełomowych inwestycjach, np. fabrykach półprzewodników czy technologiach wodorowych. Tymczasem fundamentem polskiej gospodarki jest sektor MŚP, a nasze regiony, dopiero budują swój potencjał innowacyjny. Bez odpowiednich mechanizmów wsparcia dla mniejszych podmiotów, może się okazać, że beneficjentami będą największe przedsiębiorstwa, w polskim kontekście często cechujące w dodatku wysokim udziałem własności zagranicznej.
Europejski Fundusz Konkurencyjności to ambitny projekt, który ma wzmocnić gospodarkę UE i pomóc jej dogonić globalnych rywali. W obecnej formie może być on jednak dla Polski pułapką. Oczywiście, przy założeniu, że w żaden sposób nie przygotujemy się do jego wejścia w życie. Jeśli zabraknie strategii i koordynacji i środków własnych, fundusz może pogłębić różnice między starą a nową Europą i ugruntować rolę Polski jako poddostawcy w łańcuchach wartości. Nieważne więc, czy EFK obowiązywał będzie w obecnie proponowanej formie, czy innej – rekomendujemy podjęcie kilku działań, które wspierać będą rozwój gospodarczy przy każdym scenariuszu: